sobota, 2 stycznia 2016

Rozdział 8

 Ten pokój jest na prawdę imponujący. Burgundowe zasłony idealnie pasują do ciemnych, fioletowych, prawie czarnych ścian. Meble są zrobione z jakiegoś drewno o głęboko brunatnym odcieniu, za to łóżko na przekór wszystkiemu ma perłową ramę i pościel w kolorze szmaragdu. Obok niego wisi ogromne lustro w czarnej oprawie ze złotymi zdobieniami, podobnie jak wielkie wrota prowadzące do pokoju, szafy i łazienki oraz szklanych drzwi balkonowych, które niestety są zamknięte, ale nawet przez nie można było podziwiać wijące się pnącza niespotykanej, biało-czarnej, dzikiej róży okalającej barierki.
 Garderoba jest w połowie tak wielka jak mój -oby nie na długo- nowy pokój. Mieści w sobie chyba ze sto sukienek, które swoją długością powaliłyby nie jednego faceta. Większość sięga ledwo do ud, jest też paręnaście topów odsłaniających aż za dużo oraz trochę szorty zasłaniające tylko połowę tyłka. Buty w większości mają ogromne obcasy, niektóre to kozaki a inne są odkryte, jest kilka par balerin i koturnów, ale mniej niż sportowych -dobrych przyjaciół do biegania, czy też ucieczki- jedna para a może dwie.
 W toaletce są tylko ciemne cienie, za to połowa szminek ma mocno czerwony kolor. Czy tu wszystko jest w dziwkowatym stylu? Jednym z niewielu plusów tutaj jest biżuteria. Tylu klejnotów w życiu nie śniło mi się mieć. Musiało to kosztować niemało pieniędzy, no przynajmniej dla mnie. On jako syn władcy piekieł ma wszystko czego dusza zapragnie, jeśli w ogóle ją ma.
 Tak właściwie, to gdzie ja do cholery utknęłam? W piekle? Nie zdziwiłoby mnie to nawet w najmniejszym stopniu. Martwię się tylko o to, co ze mną dalej będzie. Jestem w obcym miejscu wśród obcych stworzeń, które -jak zapewniał Scott- zabiją mnie jeśli opuszczę pokój. Cała ta sytuacja mnie przytłacza, ale nie mogę dać po sobie poznać tej niepewności, strachu, to mogłoby mnie zgubić. Ciekawe co teraz robi Katy z mamą, szukają mnie? Dały już sobie z tym spokój? Dlaczego to musiało się akurat mi przytrafić, a nie siostrze. Jest starsza i lubi takie klimaty, za to ja nigdy nie odważyłabym ubrać coś tak skąpego i umalować się, a co dopiero tak mocno.
 Biorę szybki prysznic w łazience wykonanej z czarnych i bordowych płytek. Jest podobna wielkością co garderoba, mieści w sobie ogromną wannę z jacuzzi, która mogłaby pomieścić trzy osoby, nowoczesny prysznic z szybami weneckimi, parę szafek zapewne z ręcznikami i przyborami do mycia ciała i oczyszczania twarzy. Nad umywalką wisi duże, czyste lustro i oczywiście, jak przystało na łazienkę, w rogu znajduje się kibel. Po wyjściu z niej wyciągam z szafy czarną sukienkę sięgającą do ud, bez ramiączek. Suknia zwęża się tali a dalej rozszerza, dając luz nogom. Na nią zakładam czarną, skórzaną kurtkę, a na nogi wysokie kozaki za kolana. Kiedy siadłam przed toaletką postanowiłam, że wypróbuje tutejsze kosmetyki i od razu wzięłam się do roboty.
 Skończywszy wszystkie zabiegi stanęłam przed lustrem patrząc na zupełnie inną osobę. Zdziwione oczy z czarnymi kreskami zakończonymi jaskółkami i bordowo-czarnymi cieniami pasowały do krwistoczerwonych ust na tle lekko opalonej twarzy. Włosy zostały upięte w koka, z którego wystawało parę kosmyków zakręconych lokówką (tak, lokówka też tam była). Patrzyłam na dziewczynę i nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę ja -niewinna Lucy Damon, która nigdy nie odważyłaby się ubrać w takie ciuchy i zrobić tak mocny makijaż. Jak mogłam do tego dopuścić? Gdybym nie poznała Scotta to nic by się nie zmieniło, pozostałabym tą samą wesołą, naturalną nastolatką bez żadnych problemów. Skoro już jestem myślami przy nim to ciekawi mnie czy mówił prawdę z tymi demonami, ale nie dowiem się jeśli sama ich nie zobaczę.
 Po chwili przyglądania się własnemu odbiciu kieruję się do drzwi. Na moje szczęście nikt ich nie zamknął, więc trochę je otwieram i wślizguję się na korytarz pokryty szarym marmurem, na którego ścianach co jakiś czas widnieją lampy, a w różnych odstępach wejścia do innych pokoi. Idę ostrożnie stawiając każdy kolejny krok i obserwuję obrazy przedstawiające dziwne postacie. Większość ma kształt człowieka, ale z głowy wyrastają im rogi, a za nimi wił się ogon. Twarze są wyzbyte wszelkich uczuć i emocji, a oczy są jeszcze gorsze - czerwone oraz czarne tęczówki patrzą zimnym wzrokiem przyprawiając moje ciało o dreszcze. Na każdym kroku czuję się obserwowana i najgorsze w tym jest to, że nie mogę nic zrobić. Staram się, by moje kroki były niesłyszalne, ale kto wie jak doby słuch mają demony.
  Nagle drzwi parę metrów przede mną zaczynają się otwierać, za to ja nieruchomieję. Serce wali mi jak oszalałe, nie jestem zdolna do jakiegokolwiek ruchu, na szczęście nie trwa to zbyt długo. Już po minucie biegnę z powrotem do swojego pokoju, ale nie pamiętam za bardzo, który to jest. Niestety nie mam nawet czasu o tym głębiej pomyśleć, ponieważ ktoś łapie mnie od tyłu i przygwożdża do ściany. Robi to z taką siłą, że aż mnie przyćmiewa.
 - Zobaczmy kogo tu mamy - ciepły, ale szorstki głos rozlega się w moich uszach.
Głowę mam opuszczoną, więc nie widzę sprawcy, lecz nawet głupi by się domyślił, kto to jest. Demon, diabeł, potwór. Nieważne jak się to nazwie, dalej się boję. Mężczyzna (domyśliłam się po budowie ciała) złapał ręką mój podbródek i pewnym ruchem podnosił do góry. Wygląda nieziemsko, czarne włosy świetnie współgrają z bordowymi oczami.
 - Całkiem niezłą masz twarz, nie nadzwyczajną, ale niezłą. Skąd się tu wzięłaś?
 Strach mnie znowu ogarnia. Teraz wiem, że nie mogę sobie pozwolić na głupi numer.
 - N-n-nie wiem. Scott mnie tu zabrał.
 - Dziwne. Zwykle nie sprowadza ludzi. Musisz mieć coś w sobie, że to zrobił, a ja z wielką chęcią pogram mu na nerwach. Idziesz ze mną. - Próba oparcia nic mi nie dała. Szybkim ruchem zostaję przerzucona przez ranię jak worek kartofli.
 Idziemy teraz prosto do wielkich wrót. Nie chcę nawet myśleć co może tam być. Kiedy już tylko znaleźliśmy się w pomieszczeniu demon rzuca mną parę metrów dalej (aż dziwne, że nie doznaję żadnych obrażeń) i patrzy na mnie. Dlaczego siła i chęć do walki tak szybko mi znika w takim momencie? On się przybliża, a ja nic nie mogę na to poradzić, to naprawdę dobijające. Łapie mnie za ręce i zaczyna ciągnąć w stronę ściany, na której zauważam metalowy łańcuch, podobny do tego, jaki miał Eric (czy w tych czasach każdy ma takie u siebie?). Bez pośpiechu chłopak przypina mnie nimi -niestety są trochę ciaśniejsze i krótsze niż te wampira. Na sam koniec mężczyzna urywa mi dół sukienki i zatyka usta. To co teraz czuję ciężko mi opisać. Najbardziej miota mną poczucie niższości i przegrania. Ciężko mi zachować oddech, ale nie daję jeszcze lecieć łzą. To by mnie totalnie dobiło.
 - No, to teraz poczekamy tutaj razem na Scott'a - triumfalny uśmiech zagościł na jego twarzy.





 Ufff... skończone. Chciałabym podziękować Klaudia99 za to, że dzięki niej ten rozdział ma po pierwsze mniej błędów, a po drugie jest w jednym czasie (przynajmniej powinien być :P). Mam nadzieję, że wam się spodoba ponieważ wzięłam sobie do serca wasze komentarze i starałam się by wszystko co wam się nie spodobało, zostało wyrzucone w diabły. Dałam więcej opisów (co pewnie zauważyliście) oraz nie powinno być niewyjaśnionych zmian miejsc czy akcji. Jeszcze raz dziękuję Klaudia99, bo bez ciebie nie zabrakłoby czasu przeszłego ;) Zapraszam na jej bloga, myślę, że wam się spodoba :*
~Lucy

piątek, 13 listopada 2015

Rozdział 7

  Zimno, strach, ból, smutek, może nawet rozpacz. Tylko te uczucia mi teraz towarzyszą. Siedzę nie ruszając się w tym więzieniu już tyle czasu. Kiedy ktoś wreszcie mnie obudzi i powie "Nie martw się, to tylko zły sen"? Nie dam rady się stąd wydostać, wszystkie próby kończyły się niepowodzeniem. Łańcuch jest strasznie mocny i mam całe obolałe nadgarstki, ale muszę znowu spróbować go zerwać. Wstaję i zawroty głowy ponownie powalają mnie na ziemię przy czym rozwalam sobie kolano, z którego wycieka gęsta czerwona substancja. No super, nie dość że już mam niedobór krwi to jeszcze ta rana. A jakby tego było mało to jedyne wejście i jednocześnie wyjście z tą się otwiera. Ledwo co utrzymuje łzy. Nie mam zamiaru znosić kolejnego bólu.
  - Czyżbyś próbowała się wydostać? - zimny i donośny głos roznosił się po pomieszczeniu.
  Eric podszedł do mnie, chwycił za brodę i uniósł do góry. Wcześniej tego nie zauważyłam, ale jest naprawdę przystojny - Nie licz na to. Te łańcuchy mogą utrzymać wilkołaka w czasie pełni, więc z tobą na pewno dadzą radę.
  Wybuchnął głębokim śmiechem, który rozniósł się po pomieszczeniu. W oczach pojawiały mi się już pierwsze krople, puścił moją głowę a ona opadła mimowolnie. Oby on już wyszedł, nie mam zamiaru pokazywać mu słabości.
  Nagły huk pozwala mi na kopnięcie wampira i odsunięcie się od niego. Rozglądam się po pomieszczeniu szukając powodu hałasu i w tym momencie w ścianie za mną pojawiła się wielka dziura, co oczywiste nie sama z siebie. Weszło przez nią coś w kształcie człowieka. Miało czerwone oczy wyraźnie widoczne wśród opadającego pyłu, z tyłu niego wlókł się ogon a końcówki palców zaostrzały się w pazury. Moje ciało ogarnął strach, nie mogłam się ruszyć. Stworzenie rzuciło się na Erica i zaczęło go rozszarpywać. Nie zniosę tego widoku, ale jestem cała sparaliżowana i zamiast odwrócić wzrok tylko patrzyłam jak skóra wampira zostaje zdzierana. Chłopak próbuje się bronić ale na nic mu się to zdało, jego ręce oraz nogi zostały oderwane za pomocą ogona bestii. Wszędzie w około latały flaki ofiary. Chwilę później do pokoju wpadło parę innych krwiopic, niestety żadna nie dała sobie rady z monstrum. Moja psychika tego nie wytrzymała, obraz stracił ostrość i dźwięki przestały do mnie docierać.

***

  - Wstawaj mój aniołku - głęboki męski głos rozbrzmiewał w mojej głowie. Łatwo było rozpoznać
mówce. Otworzyłam oczy i odskoczyłam do tyłu waląc plecami o twardą ścianę. Znowu jestem w jakimś obcym pomieszczeniu i do tego leżałam na łóżku a obok mnie siedział Scott.
  - Gdzie ja jestem? Jak się tu znalazłam? - Chłopak wstał i podszedł bliżej mnie.
  - Nawet jeśli powiem gdzie jesteś to nic ci to nie da, a co do drugiego pytania, uratowałem cię od tego słabego wampira - w tym momencie powróciła do mnie część wspomnień - więc jestem twoim wybawicielem.
  - I co? Liczysz na to, że zaraz rzucę się na ciebie, zacznę całować dziękować ci za zabranie mnie do jakiegoś dziwnego miejsca, które nawet nie wiem jak się nazywa, bo nie chcesz mi tego zdradzić?! - Zauważyłam na jego twarzy chytry uśmiech.
  - No coś by mi się należało - czarnowłosy zbliżył się niebezpiecznie blisko do mnie, w szczególności do twarzy, za co oberwał poduszką.- Osz ty mała - chłopak skoczył na mnie, złapał ręce i przybił je swoimi do ściany, dodatkowo usiadł tak, że nie dałam rady ruszać tez nogami.
  - Złaź ze mnie! - wrzeszczałam, próbując się wyrwać jak tylko mogłam ale bez skutecznie.
  - Albo sama się uciszysz, albo pomogę ci w tym. - uśmiechną się jeszcze szerzej odsłaniają rząd białych jak śnieg zębów. Umilkłam, bojąc się tej jego "pomocy" - Od razu lepiej, radze żebyś tak wytrzymała, bo jakikolwiek pisk może się źle skończyć.
  W tym momencie, zauważyłam w nim coś niepokojącego. Jego zęby. Trójki były dłuższe i zaostrzone w przeciwieństwie do pozostałych. Serce mi zaczęło bić coraz szybciej na co on tylko się zaśmiał. Wiedziałam już co teraz nastąpi, jak mogłam mu pozwolić jakkolwiek się do mnie zbliżyć. Znowu spróbowałam się uwolnić ale jego uścisk był zbyt mocny, moją złość na chłopaka zastąpił paraliżujący strach. Najgorsze było to, że nawet nie wiedziałam czego mam się po nim spodziewać. Czy zrobi to delikatnie, czy wręcz na odwrót, mianowicie tak, by przez moje ciało przeszedł ból. Jego głowa znajdowała się tuż przy mojej szyi. Poczułam jak jego delikatne usta przesuwają się szukając dobrego miejsca do wbicia i stało się, niestety zadając mi przy tym okropne cierpienie.
  Nie wiem czy to trwało parę sekund, minut czy godzin, ale kiedy skończył, ledwo co oddychałam. Nawet się nie zorientowałam, że co jakiś czas wstrzymywałam oddech. Chłopak odsunął się trochę ode mnie dają mi trochę swobody. Ręce opadły mi wzdłuż ciała a wzrok skierowałam na niego.
  - Nie przypuszczałem nigdy, że może istnieć tak słodka krew - na jego twarzy znów widniał uśmiech i wyraz zadowolenia- To zdumiewające jak ten niższej klasy osobnik zdołał się jej oprzeć.
  - Zamknij się. - powiedziałam mu słabym głosem.
  - O, czyli jednak jeszcze nie zmądrzałaś i dalej będziesz pyskować? Musisz się w końcu nauczyć że ze mną się nie zadziera.
  - Czym ty do cholery jesteś? Bo na wampira nie wyglądasz.
  - Dobre pytanie. Jestem Scott, syn najwyższego z diabłów i władcy piekła Lucyfera oraz potężnej demonicy Lilith. Za to ty jesteś córką Archanioła Michaela, jednego z wyższych aniołów, dowódcy niebiańskiej armii. Lepiej żeby mój ojciec się o tym nie dowiedział bo popadniesz w wieczne cierpienie, czego byś nie chciała - otwarłam szeroko oczy ze zdumienia, ale pozostałam w milczeniu - To wyjaśnia dlaczego twoja krew jest aż tak dobra. A skoro masz jak widać za dużo energii to pasowałoby jej trochę ubyć - chłopak znowu spróbował się zbliżyć na co mu nie pozwoliłam mocnym uderzeniem w twarz resztką siły, co go lekko zdezorientowało, ale zaraz później wstał i już po paru sekundach był przy wielkich drzwiach - Tym razem ujdzie ci płazem to co zrobiłaś, ale nie zawsze będę taki łaskawy - "Łaskawy? Chyba sobie kpisz!" - krzyczały moje myśli - a ty nie waż mi się stąd wychodzić. Dopóki tu jesteś nikt cie nie zaatakuje, ale kiedy będziesz poza tą bezpieczną przestrzenią nie gwarantuję, że przeżyjesz. Inne diabły i demony nie wiedzą o tobie, więc radzę ci zostać w tym schronieniu, które uważasz za "więzienie" niż wychodzić tam - wskazał ręką na wyjście - podając się im wszystkim jak na tacy. Po drugiej stronie masz własną łazienkę i szafę. Rób co chcesz, ale pamiętaj o tym co ci powiedziałem - po tych słowach wyszedł i zostawił mnie samą w ogromnym pokoju.





 Cześć wszystkim. Z góry przepraszam za opóźnienia, ale najpierw nie miałam internetu, później czasu, jeszcze do tego miałam karę na 2 tygodnie i przez ostatni czas w ogóle mi nie pasowało to co pisałam, więc co chwila zmieniałam. Wprowadziłam dużą zmianę w opowiadaniu. Teraz akcja już nie odbywa się w tych samych miejscach i pewnie już każdy się domyślił gdzie trafiła główna bohaterka. Napiszcie co myślicie o tym pomyśle. Następny rozdział zaplanowałam na andrzejki, ponieważ te nagłe zmiany w opowiadaniu dały mi burzę pomysłów. Domyślam się, że wiele osób stwierdzi, iż zbyt rzadko dodaje rozdziały ale dalej będę pisać dla tych którym to nie przeszkadza aż tak bardzo. Pamiętajcie o tym jak komentarze motywują do działania :)

Pozdrawiam wszystkich czytelników :*.
~Lucy

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Rozdział 6

  Zaczęli się do mnie zbliżać z triumfalnym uśmiechem na twarzy a ich oczy zmieniły barwę na szkarłatną czerwień. Stach kompletnie sparaliżował mój umysł, nie jestem w stanie nic wymyślić, jak może mi to robić moja starsza siostra. Eric siadł na mnie okrakiem tak, że nie mogłam ruszać nogami i dał drugiemu wampirowi znak głową żeby zaczął. Filip już po chwili kucał obok mnie z ustami przyłożonymi do mojej szyi. I stało się, poczułam wszechogarniający ból począwszy od miejsca ugryzienia skończywszy na palcach u stóp. Czerwonowłosy wampir przyłączył się do kolegi ale ugryzł mnie trochę nad piersią a mi zrobiło się słabo. Cały świat stracił ostrość, moje myśli powędrowały do Scott'a, że na pewno zaraz tu wpadnie i mnie uratuje, ale zamiast tego usłyszałam zimny głos siostry.
  - Wystarczy tego dobrego -oderwała ode mnie oby dwa wampiry i popchnęła kawałek dalej jeszcze chwila a z mojej siostry zostanie zimny trup.
  - Czemu nie mówiłaś, że ona ma taką pyszną krew, sama spróbuj a nie dasz rady się opanować, zważywszy na twój wiek - Katy posłała mu krzywy uśmiech i podniosła mnie na nogi jakbym nic nie ważyła. Za to mi świat urządził karuzelę.
  - Eric'u weź ją na plecy i zanieś do jej pokoju, to ten naprzeciwko mojego, a ja z Filipem zaraz dołączymy.
  Wampir zarzucił mnie sobie na plecy mówiąc, żebym się mocno trzymała i z niesamowitą prędkością pobiegł w stronę mojego domu. Wiatr targał moimi włosami na wszystkie strony, czułam jak uśmiech sam wpływa na moją twarz, ale jedna myśl nie dawała mi spokoju - dlaczego on bił się ze Scottem i co się stało po tym jak zemdlałam. Wiem tylko tyle że Scott przyniósł mnie do domu i odstawił do łóżka, lecz nie chciał mi powiedzieć co się tam wydarzyło. Mamie powiedziałam, że wróciłam późno, więc nie chciałam jej budzić, a ona w to uwierzyła. Nienawidziłam jej okłamywać.
  Po paru minutach zrozumiałam, że coś jest nie tak. zaczęłam pytać gdzie jesteśmy, a kiedy nie odpowiedział krzyczałam żeby odstawił mnie do domu. Chłopak udawał głuchego i tylko przyśpieszył, a mi powróciły zawroty głowy. Chwilę po tym cały mój obraz spowiła ciemność.

***

  - Gdzie jest Lucy?- spytałem groźnym tomem - Co jej zrobiliście?
  Zaraz po moim wypadzie na przekąskę wróciłem sprawdzić co z Lucy. Bałem się o tą dziewczynę, przez ostatnie kilka dni myślałem tylko o niej, a wtedy zostawiłem ją w pobliżu wampirów, bez żadnych wyjaśnień. Kiedy zobaczyłem, albo raczej nie zobaczyłem jej przy moim motorze od razu zrozumiałem, że musiało się coś stać, więc pobiegłem prosto do jej siostry i przybiłem ją do drzewa trzymając ręką za szyję, po tym jak powaliłem jej chłopaka i stanąłem mu nogą na piersi.
  - Jest bezpieczna - Katy ledwo łapała oddech więc poluźniłem trochę uchwyt by mogła swobodnie mówić, ale nie na tyle żeby mogła się wyzwolić - siedzi pewnie teraz w domu i czeka na nas.
  - Jak to "siedzi w domu"?! Niby jak skoro oboje tu jesteście?!
  - Zabrał ją ok. pół godziny temu nasz znajomy.
  - Jego imię.
  - Eric.
  Wszystko się we mnie zagotowało. Rzuciłem dziewczyną o ziemię. Myślałem, że nie wyczuł przy ostatnim spotkaniu z nią kim był jej ojciec. Teraz całe moje staranie, żeby nikt mi jej nie odebrał poszło na marne. Znając Eric'a już dawno zdążył ją zabrać gdzieś daleko, lecz najbardziej obawiał się reakcji dziewczyny na to wszystko.
  - Skazałaś swoją siostrę na strach i cierpienie!
  Młoda wampirzyca przekrzywiła głowę i zmarszczyła brwi dając do zrozumienia, że nie wie o co mi chodzi.
  - Eric pragnie jej niezwykłej krwi, tylko dla czego nie zabrał ciebie? Przecież jesteście siostrami.
  - Mamy różnych ojców. Mój zostawił nas kiedy się okazało, że Lucy jest córką kogoś innego. Mama nigdy jej nie mówiła, ale co jest w tym takiego dziwnego?
  - Lepiej zacznijmy szukanie jej, a ja ci trochę powiem o jej krwi po drodze, ale musisz zachować to w tajemnicy. Taka krew skusi nie jedno stworzenie ciemności.

***

  Strasznie bolała mnie głowa, a chłód bijący od podłogi przyprawiał mnie o dreszcze. Obudziłam się w jakimś ciemnym pomieszczeniu przykuta łańcuchami zaciśniętymi na nadgarstkach, do ściany. Nade mną znajdowało się okno zablokowane metalowymi kratami, a na przeciwko wielkie czarne drzwi, za którymi nie wiem co jest, ponieważ łańcuchy nie sięgają tak daleko. Cały pokój miał wymiary nie więcej niż trzy na cztery metry. Za oknem zrobiło się ciemno, więc sądzę, że siedzę tu już jakiś czas.
  Nagle drzwi się otwarły i do pomieszczenia wpadło oślepiające światło i jakaś postać. Nie mogłam nic dostrzec, bo od patrzenia bolały oczy. Ta osoba zrobiła parę kroków w moją stronę i w tym momencie drzwi zaczęły się powoli zamykać. Postać podeszła do mnie zaczynając się śmiać, a na jej twarz padły promienie księżyca.
  - Czyżby naszej księżniczce było nie wygodnie? - Eric z drwiącym uśmiechem kucnął przy mnie.
  - Co wy wszyscy macie z tą księżniczką? - zapytałam słabym głosem, a on wybuchną jeszcze większym śmiechem.
  - Oj no tak, ty nic nie wiesz.
  - Niby co mam takiego wiedzieć? Po co mnie tu zakułeś? - każde słowo sprawiało mi ogromny ból.
  - Krwi moja mała, w twoim ciele płynie krew anioła.
  - Co?
  - Nie wiem dlaczego akurat w twoich, a nie Katy, ona byłaby prostszym celem, no ale mówi się trudno. Najwyraźniej jedno z twoich rodziców było aniołem, więc masz jego krew i ponieważ ma ona dużą moc musiało być wysoko postawione. Będę cię tu trzymał, - pogładził mnie po policzku i zostawił rękę- by móc pić tą krew dzięki której moja siła będzie prawie taka jak demonów, lub sprzedawać za sporą kasę,- zebrało mi się na płacz, lecz nie mogłam mu okazać tej chwili słabości - ale teraz niestety musisz odpocząć. Utrata takiej ilości krwi powoduje osłabienie, a chcemy, żebyś długo robiła nam za pokarm.
  Wampir uśmiechnął się złowrogo, podczas kiedy jego ręka powędrowała na mój bark i zacisnęła. Eric wstał oraz podszedł do drzwi, a mi oczy automatycznie się zamknęły i jedyne co usłyszałam przed zaśnięciem to zimno wypowiedziane "dobranoc mała". Super, teraz tak na mnie mówi.







  A o to rozdział szósty. Trochę mi zajęło wymyślanie go, ale nareszcie jest. Mam nadzieję, że się podoba, bo mi się wydaje trochę pozbawione akcji, ale postaram się to zmienić w rozdziale siódmym, a co do niego, to spróbuję dotrzymać obietnicy i dodać go jeszcze dzisiaj po południu lub jeśli nie skończę to we wtorek, chwilę przed szkołą, a w najbliższym czasie dodam zakładkę z bohaterami, którą będę odświeżała co rozdział.  Dziękuję za tak liczne wejścia, wiem że dla niektórych blogerów moja statystyka do nic, ale dla mnie to coś wielkiego. Liczę na szczere komentarze od was.

Pozdrawiam wszystkich czytelników :*.
~Lucy

piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 5

  Pięć, cztery, trzy, dwa... Dzzzyyyyńńńńńń... Szybkim ruchem zmiatam książki do torby. Jeszcze tylko jedna lekcja -pomyślałam- ale dlaczego to misi być WF?! Nie mam nic do WF, bo fajnie jest trochę pobiegać, pograć w drużynie, tylko zawsze miałam oddzielnie z chłopakami a teraz mamy razem. I znowu, nie mam nic do grania z chłopakami, ale tak się złożyło, że pozmieniali niektórym rozkład zajęć i teraz zamiast mieć z Jo i jej paczką mam ze Scottem.
  - Dobra. Zagramy dzisiaj w dwa ognie.- No świetnie, pomyślałam, gorszej gry nie mógł wybrać.
  Poza mną jest jeszcze pięć innych dziewczyn oraz dwa razy więcej chłopaków, więc drużyny wyglądały tak: ja, Annie, Tomas, Elisa i pięć osób których imion nie znam, kontra Filip, Alex, trzy dziewczyny oraz trzech chłopaków których widzę pierwszy raz na oczy, no i oczywiście Scott.
  Stanęłam z tyłu żeby uniknąć zetknięcia z piłką. Nigdy nie miałam dobrego refleksu i zawsze obrywałam piłką na samym początku.
  - Lucy! Uważaj!
  Szybko odwróciłam głowę w stronę głosu i trach... Oberwałam piłką prosto w skroń. Pojawiły mi się plamki przed oczami a świat stracił ostrość i zaczął ciemnieć. Zemdlałam.
  Gabinet szkolnej pielęgniarki to nie duży pokój pomalowany na kremowo. Biurko, szafka z dokumentami, dwa łóżka obok siebie przeznaczona dla chorych a ja leżę na jednym z nich. Nie mogę otworzyć oczu bo promienie słońca padają z okna prosto na moja głowę.
  - Ale ty słodko wyglądasz kiedy tak leżysz bezbronna księżniczko.
  Szybko zerwałam się do pozycji siedzącej i otworzyłam oczy. Scott siedział na krześle przy moim łóżku.
  - Myślałam że już ustaliliśmy żebyś mnie tak nie nazywał.- powiedziałam starając się na niego nie patrzeć, co było trudne, bo znajdował się przede mną.
  - Ty tak ustaliłaś, nie ja.
  Znowu się położyłam i rzuciłam mu żeby sobie poszedł a on jak na złość podszedł do mnie.
  - Wstawaj, pokarze ci coś co może cię zaciekawić.
  Nie czekając na moją reakcję wziął mnie na ręce i podszedł do okna. Znajdowaliśmy się na drugim piętrze, więc trochę się przestraszyłam. Scott otworzył okno i stanął na parapecie.
  - Scott? Co ty chcesz zrobić?
  - Spokojnie księżniczko. Po prostu się mnie mocno trzymaj.
  - Co ty...?
  Nie zdążyłam dokończyć zdania bo chłopak skoczył. Tak, dobrze myślicie, skoczył z drugiego piętra z dziewczyną na rękach i jedyne co powiedział to żebym się trzymała, więc tak zrobiłam myśląc o tym co sobie połamiemy. Nagle poczułam jak wiatr, który jeszcze chwilę temu wiał od dołu ustał a my już nie spadaliśmy tylko staliśmy na twardym gruncie.
  - Jak ty to zrobiłeś? - spytałam lekko przestraszona.
  - Dowiesz się w swoim czasie. - powiedział i ruszył przed siebie prosto na parking.
  Posadził mnie na czarnym motocyklu, z tego co Katy kiedyś mi mówiła o tym jaki motocykl chciałaby mieć, pamiętam że ten model to Honda CBR 600 ale co dalej już nie wiem, wystarczy mi wiedzieć tylko to że jest szybka, żeby bać się wsiąść na to ze Scottem. Podał mi kask i powiedział żebym go dobrze zapięła i trzymała się bo jazda będzie ostra. Zaczęłam krzyczeć, że nigdzie z nim nie pojadę, a on tylko zapalił i był już gotowy do jazdy. Z niechęcią przytuliłam się do niego i dałam swoje ręce na jego brzuch i to świetnie wyrobiony brzuch, czułam jego mięśnie przez koszulkę. Zaraz po tym jak go objęłam ruszył z parkingu prosto na drogę prowadzącą do miasta.
  Nie minęło dziesięć minut a już byliśmy pod parkiem. Nigdy nie jechałam jeszcze z taką prędkością na... w sumie to na niczym jeszcze tak nie jechałam. Pierwsza zsiadłam z motocykla i oddałam kask Scottowi.
  - Skoro mnie już tu zawiozłeś to co dalej?
  - Po prostu się nie odzywaj księżniczko i idź cichutko za mną.
  Pokiwałam głową, a on się uśmiechnął i wszedł do parku, więc ja zrobiłam to samo. Doszliśmy w milczeniu do miejsca gdzie drzewa były gęściej i bliżej od siebie.
  - Obiecaj, że nie zaczniesz piszczeć, okey?
  - Yhym.
  Podeszliśmy do wielkich krzaków za którymi usłyszałam głos siostry. Cicho tak jak Scott przykucnęłam za nimi i patrzyłam pomiędzy gałęziami co się tam tam dzieje.
  Moja siostra Katy stała do mnie tyłem, a przed nią leżała na ziemi jakaś dziewczyna. Nagle podszedł do niej jakiś chłopak z brązowymi włosami i fiołkowatymi oczami i pocałował ja w policzek, na co ona odpowiedziała tym samym. Dobra, rozumiem że Katy jest na wagarach z jakimś chłopakiem, to do niej podobne, ale dlaczego mamy się przed nimi chować?
  Scott podał mi karteczkę na której było napisane "Mam coś jeszcze do załatwienia, idź w stronę motocykla, ja dołączę do ciebie za jakieś piętnaście minut". Pokiwałam głową, a on pobiegł w stronę wyjścia z parku jak torpeda. Natomiast ja wstałam i udałam się w tą samą stronę wolnym krokiem patrząc czy Katy mnie zauważyła, ale nic na to nie wskazywało. I kiedy odwracałam głowę weszłam w coś twardego. pierwsze co pomyślałam, to zderzenie z drzewem ale w tym momencie osoba z która się zderzyłam złapała mnie ręką od tyłu za nadgarstki i uniemożliwiła mi ruchy rękami a drugą ręką zatkała mi usta.
  - I nie próbuj kopać, bo ci się dostanie.
  Rozpoznałam ten głos. Taki sam miał rudowłosy chłopak z którym się bił Scott tydzień temu. Poczułam jak zaczyna mnie pchać w stronę krzaków, więc nie miałam innego wyboru jak iść "dobrowolnie".
  - Patrzcie kto nas podglądał. To właśnie ta dziewczyna o której wam mówiłem, że przeszkodziła mi w walce z tym diabłem.
  Na te słowa szatyn się uśmiechnął a moja siostra odwróciła i zamarła, by po chwili powiedzieć.
  - Puść ją Eric, to moja siostra - Lucy.- W tym momencie uścisk się poluźnił, i chłopak mną rzucił na ziemię tuż obok leżącej dziewczyny.
  Przybliżyłam się jeszcze trochę do niej i zobaczyłam jej rozszarpane gardło i krew na jej ubraniu. Szybko odskoczyłam od trupa i spojrzałam ze zdziwieniem na Katy, a chłopaki zaczęli się śmiać.
  - Co wyście jej zrobili? - zapytałam drgającym głosem.
  - Uspokój się siostro, my tylko napiliśmy się jej krwi i tyle.
  - Jak to "i tyle"?! Zabiliście ją!- na te słowa wszyscy zaczęli się śmiać.
  Wstałam, podeszłam do siostry i z całej siły przywaliłam jej w twarz z liścia.
  - Osz ty mała - Eric i ten drugi chłopak złapali mnie za ręce i sprowadzili na klęczka kiedy chciałam znowu przywalić Katy.
  - Skoro już wyładowałaś na mnie swój gniew to pozwól, że ci wyjaśnię. Ja, Eric i Filip jesteśmy wampirami, żywimy się krwią by przetrwać. Zrozum, to dla nas normalne.
  - Jak możesz twierdzić, że zabijanie jest normalne?!
  - Nie zabijamy za każdym razem, ale dzisiaj tak wyszło.
  - Skoro już tutaj jest to czy możemy się z niej napić?- Z uśmiechem zapytał Filip.
  - A pijcie, tylko jej nie zabijcie.






  Siemka kochani. Dawno mnie nie było bo miałam brak weny, ale wróciłam i mam zamiar teraz częściej dodawać nowe rozdziały (mianowicie raz na tydzień lub dwa), a w postaci rekompensaty za długą przerwę następne dwa rozdziały dodam do końca wakacji. Bardzo proszę o komentarze.

~Lucy

środa, 19 sierpnia 2015

Liebster Blog Award

Witajcie czytelnicy, zostałam nominowana do LBA przez  i dziękuję ci za to :*.

Zasady są proste:

1.Odpowiadasz na jedenaście pytań zadanych Ci przez osobę, która Cię nominowała;

2.Nominujesz 11 wybranych blogerów, którzy mają mniej niż 200 obserwatorów (oczywiście nie można nominować osoby, która Ciebie zaciągnęła do tej gry) i informujesz je o tym;

3.Zadajesz 11 własnych pytań.


Pytania od Evilx:

1) Gdzie byłeś 3 godziny temu?
Odpowiedź prosta, w łóżku XD

2) Czy kiedykolwiek zjadlaś kredke?.
Trochę to dziwne, ale zamiast kredek jadłam ołówki i kiedyś udało mi się zjeść pół. ;P

3) Czy w odległości 3 metrów od Ciebie jest coś różowego?
Tak, 3 świeczki (2 zapachowe i 1 zwykła), poduszkę, kosmetyczkę, parę ubrań itp. 

4) Czy masz na sobie skarpetki?
Nie ^^

5) Czy byłeś w kinie w ciągu ostatnich 5 dni?
Niestety nie :/

6) Czy jest Ci gorąco?
Jest w sam raz :D

7) Co było ostatnią rzeczą, którą miałaś do picia?
Hmmm... woda
 
8) Co ostatnio jadłaś?
Jajecznice z szyneczką zrobioną przez tatę, pychota :)

9) Gdzie byłaś w zeszłym tygodniu w tej chwili?
Albo na zajęciach i grałam na konsoli albo toczyłam się w wielkiej kuli na obozie mangi i anime XD

10) Kim był ostatni gość w Twoim domu?
Moja BFF Weronika D. (bez nazwisk ^^)

11) Czy tesknisz za kimś teraz?
Tak, za moją drugą BFF która pewnie teraz leży w łóżku lub na plaży w Bobolinie :*


Ja nominuję:







Żadnych blogów jak na razie więcej nie czytam, więc to tyle a oto pytania:

1. Jakie jest twoje hobby?
2. Czy umiesz założyć nogi za głowę?
3. Co masz teraz na sobie?
4. Jak masz na drugie imię?
5. Co jest pierwszą rzeczą jaką widzisz po przebudzeniu?
6. Jakiego języka chcesz się nauczyć?
7. Umiesz rysować? (Jeśli tak to wstaw tutaj swój rysunek)
8. Lubisz horrory?
9. Jakie książki polecasz?
10. Jak spędziłaś te 1,5 miesiąca wakacji?
11. Lubisz ser?


Czekam na wasze odpowiedzi :*

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Uwaga!

 Z powodu braku weny twórczej co do tego bloga, zawieszam go na czas nieokreślony.

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 4


  Scott już na mnie czekał.  Właśnie zamykałam za sobą drzwi od domu. Przywitaliśmy się zwykłym "cześć" i pobiegliśmy w stronę szkoły.
  Przez całą drogę chłopak mnie za czepiał i komentował moje kształty.  Nie mogę powiedzieć, że jestem gruba,  bo figurę mam świetną ( dużo biegam i mało jem, więc to chyba logiczne ). Nie jestem też taka płaska jak inne dziewczyny w mojej klasie, ale to dla mnie nic ważnego. Starałam się zachować neutralną twarz wobec Scotta i muszę sobie pogratulować, bo mi się udało.
 Pierwsza lekcja nie była zbyt ciekawa, więc zaczęłam rozmyślać, patrząc przez okno na błękitne niebo bez chmur. Może pójdę dzisiaj prosto do domu, bez wycieczki do lasu. Jeśli nic się nie wydarzy, co mogło by mi działać na nerwy, to chyba nawet z Katy, chociaż nie wiem czy się zgodzi. Siostra nie lubi wychodzić bez powodu na świeże powietrze i słońce, a szczególnie nie lubi długich spacerów w dzień. Czasem udawało mi się ją zmusić do pójścia na plażę w nocy. Nie wspomniałam jeszcze, że się przeprowadziłyśmy z San Diego.
  Dzwonek wyrwał mnie z myślenia. Wstałam, wzięłam miętowo-białą torbę z piękną różą na boku i wyszłam na korytarz pełen ludzi.  Jak to mam w zwyczaju opuściłam głowę i starałam się dotrzeć do szafki nie wpadając na innych. Prawie już byłam przy niej, kiedy w kogoś weszłam. Mój wzrok powędrował na twarz Natalie - bo na kogo innego mogła wpaść najbardziej pechowa dziewczyna w tym stanie. 
 - Patrz gdzie leziesz. - zimny głos Natalie odbijał się w moich uszach.
 - Sorki.- odpowiedziałam cicho. Spróbowałam ją wyminąć, ale Jo i Alina zagrodziły mi drogę. Przepchnęłam się przez nie i doszłam do szafki bez żadnych atrakcji.
 W końcu koniec lekcji - jak ja się cieszę. Wypadek na korytarzu kompletnie zepsuł mi humor i teraz mam ochotę pobyć sama, więc wracam do domu bez nikogo. Rozglądnęłam się jeszcze czy nie ma Scotta lub Katy w pobliżu i ruszyłam biegiem. Na pięknym niebie pojawiły się pierwsze, ciemne chmury zwiastujące deszcz. Nie przejęłam się tym, tylko przyśpieszyłam tempa. Lubię kiedy pada, można wsłuchać się w krople opadające na ziemię. Często mnie to uspokajało - kilka lat temu zawsze musiałam się powstrzymywać przed powiedzeniem tego co myślę i przed uderzeniem kogoś. Od jakiegoś roku umiem to kontrolować.
 Dotarłam do domu chwile przed tym jak rozpoczęła się ulewa. Dołączyłam do siostry i mamy, które jadły obiad. Mama zaczęła wypytywać o szkołę a ja z Katy mruknęłyśmy, że dobrze. Po skończeniu posiłku umyłam talerze i poszłam do pokoju odrobić lekcje. Wiśniowe ściany od razu sprawiły, że moje poczucie szczęścia się podniosło. Wyciągnęłam potrzebne zeszyty i książki z torby i rzuciłam nią na bok siadając na łóżku. Kompletnie nie chciało mi się uczyć więc szybko skończyłam i położyłam na miękkiej pościeli. Mój spokój przerwały krzyki mamy proszącej bym poszła do sklepu. Próbowałam się wymigać od tego mówiąc żeby Katy poszła, ale ona ponoć wyszła gdzieś, więc to mi przypada ten zaszczyt. Z niechęcią podniosłam się i podeszłam do szafy zmienić ciuchy. Wybrałam ciemne jeansy, fioletowy t-shirt z jakimś napisem oraz szarą bluzę z kapturem. Za oknem nie było widać już deszczu, więc ubrałam tylko tenisówki, wzięłam od mamy listę zakupów i wyszłam.
 Oprócz tego co mama chciała kupiłam też paczkę gum miętowych- skoro i tak tu jestem. Nie znam miasta jeszcze tak dobrze, więc zaraz po wyjściu skierowałam się w stronę domu niedawno poznaną drogą. Ciemność rozpraszały tylko latarnie postawione tak, że pomiędzy nimi było kompletnie ciemno.
 Minęłam właśnie nie działającą latarnię kiedy usłyszałam huk w bocznej uliczce, najwyraźniej ktoś się bił. Kiedyś pewnie bez namysłu bym tam wpadła i próbowała uspokoić bójkę,-co nie zawsze dobrze się dla mnie kończyło- ale nie dzisiaj. Tym razem tylko popatrzę czy to nie ktoś od mojej szkoły. Skręciłam do zaułka starając się być niespostrzeżoną. Moje oczy szybko się przyzwyczaiły do ciemności i zauważyły tam Scotta, który dawał łomot jakiemuś gościowi. Wyglądał na około osiemnaście lat i miał mocno czerwone włosy. Schowałam się za kontenerem na śmieci i patrzyłam.  Scott nie przestawał uderzać w jego brzuch, ale ten odpowiadał na to tylko szyderczym uśmiechem i powiedział "Tylko na tyle cię stać?". Widząc jak chłopak jeszcze bardziej się rozwścieczył, uśmiechną się jeszcze bardziej pokazując przy tym niesamowicie białe zęby. W momencie kiedy Scott na chwilę zatrzymał pięści, rudy chłopak uderzył go w klatkę piersiową i czarnowłosy poleciał kilkanaście metrów dalej.
 - Scott!- o nie. Co ja zrobiłam? Powinnam trzymać język za zębami. Teraz obydwoje na mnie popatrzyli, a ja zaczęłam uciekać.
 Biegłam przed siebie nie zwracając uwagi na drogę. Dotarłam do wschodniej bramy parku i coś, albo raczej ktoś złapał mnie w pasie zatrzymując tym samym. Próbowałam się uwolnić, szarpałam się na wszystkie strony, ale bezskutecznie.
 - Uspokój się.- ciepły męski głos rozbrzmiał w moich uszach, a ja jak znieruchomiałam.- Tak lepiej, a teraz powiedz mi co ty tam robiłaś?
 - Usłyszałam, że ktoś się bije i postanowiłam to sprawdzić.- głos mi drżał.
 - Myślałem, że jesteś mądrzejsza. Teraz posłuchaj mnie,- jego usta lekko musnęły moje ucho-  pójdziesz prosto do domu, czyli bez wchodzenia w jakieś ciemne uliczki i podglądania ludzi jak się nawalają, bo nie zawsze będziesz mieć takie szczęście jak teraz. Zrozumiano?
 Mój głos gdzieś przepadł, więc tylko pokiwałam lekko głową i zaraz po tym jak mnie puścił pobiegłam przed siebie - tym razem patrząc gdzie. Gdyby nie to, że mama zabrała mnie kiedyś na spacer tutaj nie wiedziałabym gdzie iść.
 Minęłam kilkanaście ławek w mniej więcej równych odstępach i widziałam już południową bramę. Szczęście zaczęło mnie przepełniać na samą myśl, że za chwilę będę na oświetlonych ulicach. Nagle zauważyłam kątem oka jakiś cień obok mnie i poczułam czyjąś obecność, a moje serce zaczęło bić jak szalone z przerażenia, więc tylko przyśpieszyłam, bojąc się co będzie jak zwolnię. Kiedy znów poczułam, że jestem sama odwróciłam głowę sprawdzić czy na prawdę ktoś tam był, ale nikogo nie zobaczyłam. Z niepokojem wróciłam głową i zatrzymałam się. On tam stał - pośrodku zamkniętej bramy, która jeszcze chwilę temu była otwarta - niecałe 15m ode mnie. Rudy chłopak o niesamowitej sile.
 Zaczęłam się cofać, ale potknęłam się o gałąź. Nie mogło być gorzej. Chłopak powoli zbliżał się do mnie.