piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 5

  Pięć, cztery, trzy, dwa... Dzzzyyyyńńńńńń... Szybkim ruchem zmiatam książki do torby. Jeszcze tylko jedna lekcja -pomyślałam- ale dlaczego to misi być WF?! Nie mam nic do WF, bo fajnie jest trochę pobiegać, pograć w drużynie, tylko zawsze miałam oddzielnie z chłopakami a teraz mamy razem. I znowu, nie mam nic do grania z chłopakami, ale tak się złożyło, że pozmieniali niektórym rozkład zajęć i teraz zamiast mieć z Jo i jej paczką mam ze Scottem.
  - Dobra. Zagramy dzisiaj w dwa ognie.- No świetnie, pomyślałam, gorszej gry nie mógł wybrać.
  Poza mną jest jeszcze pięć innych dziewczyn oraz dwa razy więcej chłopaków, więc drużyny wyglądały tak: ja, Annie, Tomas, Elisa i pięć osób których imion nie znam, kontra Filip, Alex, trzy dziewczyny oraz trzech chłopaków których widzę pierwszy raz na oczy, no i oczywiście Scott.
  Stanęłam z tyłu żeby uniknąć zetknięcia z piłką. Nigdy nie miałam dobrego refleksu i zawsze obrywałam piłką na samym początku.
  - Lucy! Uważaj!
  Szybko odwróciłam głowę w stronę głosu i trach... Oberwałam piłką prosto w skroń. Pojawiły mi się plamki przed oczami a świat stracił ostrość i zaczął ciemnieć. Zemdlałam.
  Gabinet szkolnej pielęgniarki to nie duży pokój pomalowany na kremowo. Biurko, szafka z dokumentami, dwa łóżka obok siebie przeznaczona dla chorych a ja leżę na jednym z nich. Nie mogę otworzyć oczu bo promienie słońca padają z okna prosto na moja głowę.
  - Ale ty słodko wyglądasz kiedy tak leżysz bezbronna księżniczko.
  Szybko zerwałam się do pozycji siedzącej i otworzyłam oczy. Scott siedział na krześle przy moim łóżku.
  - Myślałam że już ustaliliśmy żebyś mnie tak nie nazywał.- powiedziałam starając się na niego nie patrzeć, co było trudne, bo znajdował się przede mną.
  - Ty tak ustaliłaś, nie ja.
  Znowu się położyłam i rzuciłam mu żeby sobie poszedł a on jak na złość podszedł do mnie.
  - Wstawaj, pokarze ci coś co może cię zaciekawić.
  Nie czekając na moją reakcję wziął mnie na ręce i podszedł do okna. Znajdowaliśmy się na drugim piętrze, więc trochę się przestraszyłam. Scott otworzył okno i stanął na parapecie.
  - Scott? Co ty chcesz zrobić?
  - Spokojnie księżniczko. Po prostu się mnie mocno trzymaj.
  - Co ty...?
  Nie zdążyłam dokończyć zdania bo chłopak skoczył. Tak, dobrze myślicie, skoczył z drugiego piętra z dziewczyną na rękach i jedyne co powiedział to żebym się trzymała, więc tak zrobiłam myśląc o tym co sobie połamiemy. Nagle poczułam jak wiatr, który jeszcze chwilę temu wiał od dołu ustał a my już nie spadaliśmy tylko staliśmy na twardym gruncie.
  - Jak ty to zrobiłeś? - spytałam lekko przestraszona.
  - Dowiesz się w swoim czasie. - powiedział i ruszył przed siebie prosto na parking.
  Posadził mnie na czarnym motocyklu, z tego co Katy kiedyś mi mówiła o tym jaki motocykl chciałaby mieć, pamiętam że ten model to Honda CBR 600 ale co dalej już nie wiem, wystarczy mi wiedzieć tylko to że jest szybka, żeby bać się wsiąść na to ze Scottem. Podał mi kask i powiedział żebym go dobrze zapięła i trzymała się bo jazda będzie ostra. Zaczęłam krzyczeć, że nigdzie z nim nie pojadę, a on tylko zapalił i był już gotowy do jazdy. Z niechęcią przytuliłam się do niego i dałam swoje ręce na jego brzuch i to świetnie wyrobiony brzuch, czułam jego mięśnie przez koszulkę. Zaraz po tym jak go objęłam ruszył z parkingu prosto na drogę prowadzącą do miasta.
  Nie minęło dziesięć minut a już byliśmy pod parkiem. Nigdy nie jechałam jeszcze z taką prędkością na... w sumie to na niczym jeszcze tak nie jechałam. Pierwsza zsiadłam z motocykla i oddałam kask Scottowi.
  - Skoro mnie już tu zawiozłeś to co dalej?
  - Po prostu się nie odzywaj księżniczko i idź cichutko za mną.
  Pokiwałam głową, a on się uśmiechnął i wszedł do parku, więc ja zrobiłam to samo. Doszliśmy w milczeniu do miejsca gdzie drzewa były gęściej i bliżej od siebie.
  - Obiecaj, że nie zaczniesz piszczeć, okey?
  - Yhym.
  Podeszliśmy do wielkich krzaków za którymi usłyszałam głos siostry. Cicho tak jak Scott przykucnęłam za nimi i patrzyłam pomiędzy gałęziami co się tam tam dzieje.
  Moja siostra Katy stała do mnie tyłem, a przed nią leżała na ziemi jakaś dziewczyna. Nagle podszedł do niej jakiś chłopak z brązowymi włosami i fiołkowatymi oczami i pocałował ja w policzek, na co ona odpowiedziała tym samym. Dobra, rozumiem że Katy jest na wagarach z jakimś chłopakiem, to do niej podobne, ale dlaczego mamy się przed nimi chować?
  Scott podał mi karteczkę na której było napisane "Mam coś jeszcze do załatwienia, idź w stronę motocykla, ja dołączę do ciebie za jakieś piętnaście minut". Pokiwałam głową, a on pobiegł w stronę wyjścia z parku jak torpeda. Natomiast ja wstałam i udałam się w tą samą stronę wolnym krokiem patrząc czy Katy mnie zauważyła, ale nic na to nie wskazywało. I kiedy odwracałam głowę weszłam w coś twardego. pierwsze co pomyślałam, to zderzenie z drzewem ale w tym momencie osoba z która się zderzyłam złapała mnie ręką od tyłu za nadgarstki i uniemożliwiła mi ruchy rękami a drugą ręką zatkała mi usta.
  - I nie próbuj kopać, bo ci się dostanie.
  Rozpoznałam ten głos. Taki sam miał rudowłosy chłopak z którym się bił Scott tydzień temu. Poczułam jak zaczyna mnie pchać w stronę krzaków, więc nie miałam innego wyboru jak iść "dobrowolnie".
  - Patrzcie kto nas podglądał. To właśnie ta dziewczyna o której wam mówiłem, że przeszkodziła mi w walce z tym diabłem.
  Na te słowa szatyn się uśmiechnął a moja siostra odwróciła i zamarła, by po chwili powiedzieć.
  - Puść ją Eric, to moja siostra - Lucy.- W tym momencie uścisk się poluźnił, i chłopak mną rzucił na ziemię tuż obok leżącej dziewczyny.
  Przybliżyłam się jeszcze trochę do niej i zobaczyłam jej rozszarpane gardło i krew na jej ubraniu. Szybko odskoczyłam od trupa i spojrzałam ze zdziwieniem na Katy, a chłopaki zaczęli się śmiać.
  - Co wyście jej zrobili? - zapytałam drgającym głosem.
  - Uspokój się siostro, my tylko napiliśmy się jej krwi i tyle.
  - Jak to "i tyle"?! Zabiliście ją!- na te słowa wszyscy zaczęli się śmiać.
  Wstałam, podeszłam do siostry i z całej siły przywaliłam jej w twarz z liścia.
  - Osz ty mała - Eric i ten drugi chłopak złapali mnie za ręce i sprowadzili na klęczka kiedy chciałam znowu przywalić Katy.
  - Skoro już wyładowałaś na mnie swój gniew to pozwól, że ci wyjaśnię. Ja, Eric i Filip jesteśmy wampirami, żywimy się krwią by przetrwać. Zrozum, to dla nas normalne.
  - Jak możesz twierdzić, że zabijanie jest normalne?!
  - Nie zabijamy za każdym razem, ale dzisiaj tak wyszło.
  - Skoro już tutaj jest to czy możemy się z niej napić?- Z uśmiechem zapytał Filip.
  - A pijcie, tylko jej nie zabijcie.






  Siemka kochani. Dawno mnie nie było bo miałam brak weny, ale wróciłam i mam zamiar teraz częściej dodawać nowe rozdziały (mianowicie raz na tydzień lub dwa), a w postaci rekompensaty za długą przerwę następne dwa rozdziały dodam do końca wakacji. Bardzo proszę o komentarze.

~Lucy

środa, 19 sierpnia 2015

Liebster Blog Award

Witajcie czytelnicy, zostałam nominowana do LBA przez  i dziękuję ci za to :*.

Zasady są proste:

1.Odpowiadasz na jedenaście pytań zadanych Ci przez osobę, która Cię nominowała;

2.Nominujesz 11 wybranych blogerów, którzy mają mniej niż 200 obserwatorów (oczywiście nie można nominować osoby, która Ciebie zaciągnęła do tej gry) i informujesz je o tym;

3.Zadajesz 11 własnych pytań.


Pytania od Evilx:

1) Gdzie byłeś 3 godziny temu?
Odpowiedź prosta, w łóżku XD

2) Czy kiedykolwiek zjadlaś kredke?.
Trochę to dziwne, ale zamiast kredek jadłam ołówki i kiedyś udało mi się zjeść pół. ;P

3) Czy w odległości 3 metrów od Ciebie jest coś różowego?
Tak, 3 świeczki (2 zapachowe i 1 zwykła), poduszkę, kosmetyczkę, parę ubrań itp. 

4) Czy masz na sobie skarpetki?
Nie ^^

5) Czy byłeś w kinie w ciągu ostatnich 5 dni?
Niestety nie :/

6) Czy jest Ci gorąco?
Jest w sam raz :D

7) Co było ostatnią rzeczą, którą miałaś do picia?
Hmmm... woda
 
8) Co ostatnio jadłaś?
Jajecznice z szyneczką zrobioną przez tatę, pychota :)

9) Gdzie byłaś w zeszłym tygodniu w tej chwili?
Albo na zajęciach i grałam na konsoli albo toczyłam się w wielkiej kuli na obozie mangi i anime XD

10) Kim był ostatni gość w Twoim domu?
Moja BFF Weronika D. (bez nazwisk ^^)

11) Czy tesknisz za kimś teraz?
Tak, za moją drugą BFF która pewnie teraz leży w łóżku lub na plaży w Bobolinie :*


Ja nominuję:







Żadnych blogów jak na razie więcej nie czytam, więc to tyle a oto pytania:

1. Jakie jest twoje hobby?
2. Czy umiesz założyć nogi za głowę?
3. Co masz teraz na sobie?
4. Jak masz na drugie imię?
5. Co jest pierwszą rzeczą jaką widzisz po przebudzeniu?
6. Jakiego języka chcesz się nauczyć?
7. Umiesz rysować? (Jeśli tak to wstaw tutaj swój rysunek)
8. Lubisz horrory?
9. Jakie książki polecasz?
10. Jak spędziłaś te 1,5 miesiąca wakacji?
11. Lubisz ser?


Czekam na wasze odpowiedzi :*

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Uwaga!

 Z powodu braku weny twórczej co do tego bloga, zawieszam go na czas nieokreślony.

sobota, 14 marca 2015

Rozdział 4


  Scott już na mnie czekał.  Właśnie zamykałam za sobą drzwi od domu. Przywitaliśmy się zwykłym "cześć" i pobiegliśmy w stronę szkoły.
  Przez całą drogę chłopak mnie za czepiał i komentował moje kształty.  Nie mogę powiedzieć, że jestem gruba,  bo figurę mam świetną ( dużo biegam i mało jem, więc to chyba logiczne ). Nie jestem też taka płaska jak inne dziewczyny w mojej klasie, ale to dla mnie nic ważnego. Starałam się zachować neutralną twarz wobec Scotta i muszę sobie pogratulować, bo mi się udało.
 Pierwsza lekcja nie była zbyt ciekawa, więc zaczęłam rozmyślać, patrząc przez okno na błękitne niebo bez chmur. Może pójdę dzisiaj prosto do domu, bez wycieczki do lasu. Jeśli nic się nie wydarzy, co mogło by mi działać na nerwy, to chyba nawet z Katy, chociaż nie wiem czy się zgodzi. Siostra nie lubi wychodzić bez powodu na świeże powietrze i słońce, a szczególnie nie lubi długich spacerów w dzień. Czasem udawało mi się ją zmusić do pójścia na plażę w nocy. Nie wspomniałam jeszcze, że się przeprowadziłyśmy z San Diego.
  Dzwonek wyrwał mnie z myślenia. Wstałam, wzięłam miętowo-białą torbę z piękną różą na boku i wyszłam na korytarz pełen ludzi.  Jak to mam w zwyczaju opuściłam głowę i starałam się dotrzeć do szafki nie wpadając na innych. Prawie już byłam przy niej, kiedy w kogoś weszłam. Mój wzrok powędrował na twarz Natalie - bo na kogo innego mogła wpaść najbardziej pechowa dziewczyna w tym stanie. 
 - Patrz gdzie leziesz. - zimny głos Natalie odbijał się w moich uszach.
 - Sorki.- odpowiedziałam cicho. Spróbowałam ją wyminąć, ale Jo i Alina zagrodziły mi drogę. Przepchnęłam się przez nie i doszłam do szafki bez żadnych atrakcji.
 W końcu koniec lekcji - jak ja się cieszę. Wypadek na korytarzu kompletnie zepsuł mi humor i teraz mam ochotę pobyć sama, więc wracam do domu bez nikogo. Rozglądnęłam się jeszcze czy nie ma Scotta lub Katy w pobliżu i ruszyłam biegiem. Na pięknym niebie pojawiły się pierwsze, ciemne chmury zwiastujące deszcz. Nie przejęłam się tym, tylko przyśpieszyłam tempa. Lubię kiedy pada, można wsłuchać się w krople opadające na ziemię. Często mnie to uspokajało - kilka lat temu zawsze musiałam się powstrzymywać przed powiedzeniem tego co myślę i przed uderzeniem kogoś. Od jakiegoś roku umiem to kontrolować.
 Dotarłam do domu chwile przed tym jak rozpoczęła się ulewa. Dołączyłam do siostry i mamy, które jadły obiad. Mama zaczęła wypytywać o szkołę a ja z Katy mruknęłyśmy, że dobrze. Po skończeniu posiłku umyłam talerze i poszłam do pokoju odrobić lekcje. Wiśniowe ściany od razu sprawiły, że moje poczucie szczęścia się podniosło. Wyciągnęłam potrzebne zeszyty i książki z torby i rzuciłam nią na bok siadając na łóżku. Kompletnie nie chciało mi się uczyć więc szybko skończyłam i położyłam na miękkiej pościeli. Mój spokój przerwały krzyki mamy proszącej bym poszła do sklepu. Próbowałam się wymigać od tego mówiąc żeby Katy poszła, ale ona ponoć wyszła gdzieś, więc to mi przypada ten zaszczyt. Z niechęcią podniosłam się i podeszłam do szafy zmienić ciuchy. Wybrałam ciemne jeansy, fioletowy t-shirt z jakimś napisem oraz szarą bluzę z kapturem. Za oknem nie było widać już deszczu, więc ubrałam tylko tenisówki, wzięłam od mamy listę zakupów i wyszłam.
 Oprócz tego co mama chciała kupiłam też paczkę gum miętowych- skoro i tak tu jestem. Nie znam miasta jeszcze tak dobrze, więc zaraz po wyjściu skierowałam się w stronę domu niedawno poznaną drogą. Ciemność rozpraszały tylko latarnie postawione tak, że pomiędzy nimi było kompletnie ciemno.
 Minęłam właśnie nie działającą latarnię kiedy usłyszałam huk w bocznej uliczce, najwyraźniej ktoś się bił. Kiedyś pewnie bez namysłu bym tam wpadła i próbowała uspokoić bójkę,-co nie zawsze dobrze się dla mnie kończyło- ale nie dzisiaj. Tym razem tylko popatrzę czy to nie ktoś od mojej szkoły. Skręciłam do zaułka starając się być niespostrzeżoną. Moje oczy szybko się przyzwyczaiły do ciemności i zauważyły tam Scotta, który dawał łomot jakiemuś gościowi. Wyglądał na około osiemnaście lat i miał mocno czerwone włosy. Schowałam się za kontenerem na śmieci i patrzyłam.  Scott nie przestawał uderzać w jego brzuch, ale ten odpowiadał na to tylko szyderczym uśmiechem i powiedział "Tylko na tyle cię stać?". Widząc jak chłopak jeszcze bardziej się rozwścieczył, uśmiechną się jeszcze bardziej pokazując przy tym niesamowicie białe zęby. W momencie kiedy Scott na chwilę zatrzymał pięści, rudy chłopak uderzył go w klatkę piersiową i czarnowłosy poleciał kilkanaście metrów dalej.
 - Scott!- o nie. Co ja zrobiłam? Powinnam trzymać język za zębami. Teraz obydwoje na mnie popatrzyli, a ja zaczęłam uciekać.
 Biegłam przed siebie nie zwracając uwagi na drogę. Dotarłam do wschodniej bramy parku i coś, albo raczej ktoś złapał mnie w pasie zatrzymując tym samym. Próbowałam się uwolnić, szarpałam się na wszystkie strony, ale bezskutecznie.
 - Uspokój się.- ciepły męski głos rozbrzmiał w moich uszach, a ja jak znieruchomiałam.- Tak lepiej, a teraz powiedz mi co ty tam robiłaś?
 - Usłyszałam, że ktoś się bije i postanowiłam to sprawdzić.- głos mi drżał.
 - Myślałem, że jesteś mądrzejsza. Teraz posłuchaj mnie,- jego usta lekko musnęły moje ucho-  pójdziesz prosto do domu, czyli bez wchodzenia w jakieś ciemne uliczki i podglądania ludzi jak się nawalają, bo nie zawsze będziesz mieć takie szczęście jak teraz. Zrozumiano?
 Mój głos gdzieś przepadł, więc tylko pokiwałam lekko głową i zaraz po tym jak mnie puścił pobiegłam przed siebie - tym razem patrząc gdzie. Gdyby nie to, że mama zabrała mnie kiedyś na spacer tutaj nie wiedziałabym gdzie iść.
 Minęłam kilkanaście ławek w mniej więcej równych odstępach i widziałam już południową bramę. Szczęście zaczęło mnie przepełniać na samą myśl, że za chwilę będę na oświetlonych ulicach. Nagle zauważyłam kątem oka jakiś cień obok mnie i poczułam czyjąś obecność, a moje serce zaczęło bić jak szalone z przerażenia, więc tylko przyśpieszyłam, bojąc się co będzie jak zwolnię. Kiedy znów poczułam, że jestem sama odwróciłam głowę sprawdzić czy na prawdę ktoś tam był, ale nikogo nie zobaczyłam. Z niepokojem wróciłam głową i zatrzymałam się. On tam stał - pośrodku zamkniętej bramy, która jeszcze chwilę temu była otwarta - niecałe 15m ode mnie. Rudy chłopak o niesamowitej sile.
 Zaczęłam się cofać, ale potknęłam się o gałąź. Nie mogło być gorzej. Chłopak powoli zbliżał się do mnie.

piątek, 30 stycznia 2015

Uwaga

 Katy się wycofała z pisania kolejnych rozdziałów. Następne rozdziały, nie będą oznaczone literami, bo wiadomo, że ode mnie.




Dziękuję za uwagę :)

niedziela, 25 stycznia 2015

Rozdział 3

 Dwie pierwsze lekcje trwały chyba całą wieczność. Teraz będzie w końcu plastyka. Jestem ciekawa jak tutaj ona wygląda. Gdy dzwoni dzwonek siadam w ostatniej ławce przy oknie tak jak w innych salach. Miejsce obok mnie jest puste ( z czego się cieszę, bo nie lubię jak ktoś patrzy gdy rysuję ). W momencie kiedy nauczyciel otwiera usta, by wyczytać listę osób, drzwi się otwierają.
 - Widzę, że jednak zaszczyci nas pan obecnością - mówi mężczyzna w podeszłym wieku odkładając kartkę z nazwiskami.
- Sorry za spóźnienie, miałem problemy z szafką. - zza drzwi wyłania się Scott.
- Siadaj, jest wolne miejsce na końcu. - szybko macha ręką i wraca do czynności, którą chciał wykonać nim mu przerwano. Chłopak uśmiecha się, a do mnie dociera, że chodziło o puste siedzenie przy mnie. Tylko tego mi do szczęścia brakowało [ironia].
 Siada na krześle, wyciąga blok z kartkami i po oderwaniu kawałka papieru zaczyna coś pisać. Nauczyciel ciągle spogląda na niego, pewnie po to żeby go na czymś przyłapać, ale Scott ma chyba wprawę w oszukiwaniu nauczycieli. Podaje mi karteczkę zgiętą na pół. Otwieram ją i z groźnym spojrzeniem czytam zawartość : " Będę czekał w lesie o 17 pod drzewem na którym spałaś. Mam coś co do ciebie należy,  więc lepiej się zjaw." Odpisuję mu, żeby sobie odpuścił próbę przekonania mnie do wybaczenia. Poza tym co on może mieć mojego.
  Nareszcie. Koniec lekcji. Wolność. Wychodzę ze szkoły i nabieram świeżego powietrza do płuc.  Zamykam oczy i daję się ponieść nogą.  Otwieram oczy i nie mogę uwierzyć.  Idę w przeciwnym kierunku niż mam dom. Prosto do lasu i Scotta. "STOP,  STOP!" krzyczę w myślach, ale mimo to wciąż się zbliżałam do miejsca spotkania. Zatrzymuję się przed drzewami. Do rzeki jest już tak niedaleko. Szybka decyzja i brak odwrotu.
  Docieram i co teraz? Rozglądam się w poszukiwaniu Scotta. Jest. Opiera się o drzewo po drugiej stronie rzeki.
 - Jednak zechciałaś przyjść - mówi chłopak.
 - Napisałeś, że masz coś mojego więc przyszłam to odebrać.
 - Chodź do mnie, a to odzyskasz. - patrzę na rzekę i z powrotem na niego - Chyba nie boisz się wody?
 - Nie, nie boję.
 - No to hop. Lepiej się pośpiesz, bo jeśli potrwa to za długo, twój wysiłek żeby tu dotrzeć pójdzie na marne.
 Grrr... nienawidzę kiedy ktoś ma nade mną władze. Wchodzę do wody i przepływam na drugą stronę. Jestem cała mokra i trochę mi zimno. Jednak nie jest tak ciepło na zewnątrz jak mi się zdawało rano. Podchodzę do niego bez wyrazu, a on podaję mi teczkę, której wcześniej nie zauważyłam. Oglądam ją i uśmiech sam wskakuje na moją twarz.
 - Gdzie to znalazłeś. Zgubiłam ją tuż po przyjeździe. Myślałam, że przepadła na dobre.
 - Leżała na chodniku, nie znałem wtedy nikogo o nazwisku, którym była podpisana. A teraz może tak byś powiedziała "dziękuję"?
 - Okej. Dzięki za oddanie mi teczki, ale nie zaglądałeś do środka? - pytam z przerażeniem. W tej jednej rzeczy są wszystkie moje rysunki, a każdy z nich wyraża moje uczucia i myśli.
 - Może tak, może nie. - patrzę na niego groźną miną - A teraz chodź. Odprowadzę cię do domu oraz znalazłem miejsce gdzie nie trzeba przepływać na drugi brzeg.
 Idę za nim i po dwóch minutach widzę drzewo, które jest zwalone na rzekę i tworzy coś w stylu mostku. Scott pomaga mi przejść po nim, niestety widzi, że mam 'gęsią' skórkę. Ściąga swoją bluzę i nakłada na moje ramiona. Po wyjściu z lasu boję się podnieść na niego wzrok, docieramy do drogi gdzie Scott zatrzymał mnie dzisiaj rano. Jest dopiero dziewiętnasta a słońce już prawie zeszło za horyzont. Podnoszę głowę do góry i patrzę w te jego czarne oczy. Połączone z zachodem który się w nich odbijał tworzą coś pięknego. Zauważa, że się na niego patrzę i mówi.
 - Pośpiesz się. - te słowa wyrywają mnie z transu.
 Gdy dochodzimy pod mój dom jest już ciemno. Stajemy bez słowa przed furtką przodem do siebie.
 - Dzięki za odprowadzenie i teczkę - przerywam ciszę.
 - Dzięki za pokazanie gdzie mieszkasz - mówi i uśmiecha się. - Przyjdę po ciebie jutro przed szkołą i razem pobiegniemy do szkoły, ok?
 - Dobra. - odpowiadam i już chcę pójść kiedy Scott chwyta mnie za rękę.
 - Byłbym zapomniał. To dla ciebie na znak zgody - podaję mi pudełko. Otwieram je i nieruchomieję. W środku jest piękny naszyjnik z kamieniem. Kosztował chyba bardzo dużo. Chłopak wyciąga go i odpina zapięcie. - Mogę? - kiwam głową, a on podnosi mi włosy i daje na ramie, a potem płynnie zakłada i zapina mi naszyjnik na szyi. - Teraz mi wybaczysz?
 Nie umiem nic powiedzieć więc tylko kiwam głową. Scott uśmiecha się jeszcze bardziej i odsłania rząd białych zębów. Żegna się a ja wracam do domu.
 Mama mówi, że mój obiad jest w mikrofali i żebym go sobie odgrzała. Nie lubię schabowego, to ulubione danie Katy, a mi mama zawsze wtedy gdy jest, robi osobny obiad. Zjadam szybko i idę na górę się umyć. Biorę szybki prysznic, myję zęby i kładę się spać.

sobota, 17 stycznia 2015

Rozdział 2

 "Bip-bip-bip..." Nie mam siły podnieść ręki i wyłączyć budzika, jestem wyczerpana. Na samą myśl o szkole wszystko mnie boli. Po kilku minutach udaje mi się podnieść do pozycji siedzącej i uciszyć to przeklęte urządzenie. Siedzę po turecku i z wielkim trudem wstaje. Mam straszne zakwasy od wczorajszego biegu. Już jakiś czas nie biegałam tak szybko i to jeszcze na taką odległość. Idę do łazienki, ale okazuje się zajęta.
 - Chwila - słyszę głos Katy. Jest jakiś inny, ale to pewnie dla tego że jest dopiero 6:30. Odkąd pamiętam zawsze to ja byłam rannym ptaszkiem a ona spała dopóki jej nie zrzuciłam z łóżka.
 - Gratuluję ci, że tak wcześnie wstałaś, ale pośpiesz się. - mówię do niej przez drzwi.
 - Przecież mówię " chwila". - odpowiada zimnym, szorstkim głosem.
 - Dobra, dobra. Nie denerwuj się. - rzucam szybko i odchodzę od drzwi.
 Wróciłam do pokoju i czekałam aż wyjdzie. Nie minęło pięć minut a ona wypadła z łazienki jak torpeda i zatrzasnęła drzwi do pokoju.
 Po wzięciu krótkiego prysznica idę do pokoju by wymyślić co mogę ubrać. Decyduję się na luźną, białą bluzkę z czarnym napisem "LOVE", krótkie spodenki jeansowe. Włosy upinam w wysokiego kucyka, biorę torbę z książkami, którą przepakowałam czekając na łazienkę i schodzę boso na dół na śniadanie. Przeważnie ich nie jem ale dziś jestem wyjątkowo głodna. W kuchni była już Katy i jadła kanapkę, przez co też sobie taką postanowiłam zrobić.
 Siostra wygląda jakby całe życie z niej uszło. Jest strasznie blada, a ja nie wytrzymuję.
 - Katy jesteś strasznie blada.. dobrze się czujesz?
 - Tak, tak dobrze się czuje.. ja nie jestem blada...tylko się nie wymalowałam. - odpowiada, a ja jestem zdezorientowana, nie widziałam jej już długo bez makijażu, ale czuję że coś jest nie tak. Nie chcę się kłócić, więc zostawiam ją w spokoju.
  Ubieram sandały i przewieszając torbę przez ramię wychodzę z domu. Nie czekam na autobus jak siostra tylko wolę pójść pieszo. Do szkoły mam sześć kilometrów a cztery z nich to droga przez skraj lasu. Lubię spacery więc mi to nie przeszkadza a wciąż jest pięćdziesiąt minut do lekcji i zdecydowałam że pobiegnę.
 Po dwudziestu minutach niezbyt szybkiego biegu słyszę kogoś za sobą. Nie zwracam na to uwagi ale po chwili czuję czyjś uścisk na nadgarstku. Zatrzymuję się by zobaczyć kto mnie trzyma i wydaje mi się, że zaraz padnę. To znowu jest Scott. Mam już go dosyć po wczoraj.
 - Zostawisz mnie w spokoju? - pytam ze wściekłością w głosie którą nawet on musi zauważyć.
 - Też się cieszę na twój widok. - odpowiada z uśmiechem na twarzy.
 - Dlaczego za mną biegniesz?
 - Ja tylko zmierzam do szkoły. To nie moja wina że mamy tą samą drogę.
 Ma rację, to nie jego wina, a ja nie powinnam mówić niektórych rzeczy zbyt pochopnie. Do najbliższych domów zostały ok. dwa kilometry, więc bez zastanowienia pobiegnę, wyrywając przy tym mój nadgarstek z jego uścisku. Zostaje w tyle, ale po chwili znów rusza. Jest szybszy ode mnie i zaczyna mnie doganiać.
 - Lucy, poczekaj - woła za mną - ja chce cię przeprosić za wczoraj.
  Nieruchomieję. Nie spodziewałam się tych słów od niego.
 - Tak? To słucham - odwracam się w jego stronę i czekam aż dobiegnie.
 - Okej, przepraszam za moje wczorajsze słowa. Może być?
 - Widzę, że nie myślałeś na tym długo.
 - Oj no weź. Czy ty wiesz jak to jest dla mnie trudne? Ja nie przepraszam dziewczyn, przeważnie to one się do mnie kleją.
 Patrzę na niego i myślę co mam powiedzieć.
 - To co? Wybaczysz mi? - patrzy na mnie tymi swoimi czarnymi jak smoła oczami. Boję się, że jeśli w nie spojrzę to on przejmie nade mną kontrolę.
 - Zastanowię się - mówię to, żeby nie stać tam jak głupia.
 - A ja do tego czasu będę ciągle za tobą chodził.
 - Nie ma mowy, nie pozwolę na to.
 - To mi wybacz.
 - Dlaczego ci tak na tym zależy? Założyłeś się z kimś? Jak tak to znajdźcie innego kozła ofiarnego - odwracam się ponownie i zaczynam biec do szkoły, ale on nie daje za wygraną i biegnie obok mnie.
 - Z nikim się nie założyłem.
 - Więc po co to robisz?
 - Wolę jak dziewczyny mnie kochają, a nie nienawidzą.
 - Czyli jestem kolejną dziewczyną którą chcesz w sobie rozkochać a potem zostawić? - teraz to już nie wytrzymałam, ciekawe co ma na swoją obronę.
 - Nie, ty mnie zainteresowałaś. - odpowiada z powagą.
 - Niby czym?
 - A tym, że oparłaś się moim oczom, co się rzadko zdarza - ma racje, co do oczu. Nikt się nim nie oprze a jednak jakimś cudem mi się to udało.
 - Tylko dlatego?
 - Jesteś też całkiem ładna.
 - "Całkiem"? To miał być komplement?
 - Tak, bo nie powiem że pociągasz biustem, ponieważ go nie masz - mówi i się uśmiecha.
 - Uważaj bo będziesz musiał znowu przepraszać. - ostrzegam.
 - Dobra, już nic nie mówię.
 Przez resztę biegu do szkoły się do siebie nie odzywamy, aż do szkoły. Udaje nam się dotrzeć minutę przed dzwonkiem. Na szczęście pierwszy jest hiszpański i nie muszę go oglądać. Siadam w ławce przy oknie i zaczynam przez nie wyglądać w poszukiwaniu ptaków na drzewie, które rośnie kilkanaście metrów dalej.